MAESS – EXCESSIVE
Pierwsza od lat indywidualna wystawa Maess w Polsce, jednej z najbardziej utalentowanych polskich rysowniczek młodego pokolenia.
Cykl rysunków Excessive, który przed polską premierą gościł w berlińskiej Able Gallery, skupia się w nietypowy sposób na procesie wyzwolenia się z niszczącej relacji.
Dla prac o bardzo eleganckiej, lekkiej i ekspresyjnej kresce, jedną z inspiracji i punktów odniesienia, były kadry z Ostatniego tanga w Paryżu Bertolucciego. Efektem są rysunki zaskakujące siłą i intensywnością. Powierzchnię pokrywa eksplozja czerwieni, wibrującej wyzwolonej energii eliminującej wszelkie przeszkody między ideą a rysującym, między ideą a patrzącym.
Maess (1982) jest absolwentką Wydziału Wzornictwa Przemysłowego i Komunikacji Wizualnej warszawskiej ASP oraz stypendystką Escola Superior de Artes e Design w Porto. Maess, jako jedna z pierwszych w Polsce, uczyniła rysunek swoim głównym artystycznym medium. Ma na koncie kilkanaście wystaw indywidualnych i zbiorowych, m.in. w Niemczech, Portugalii, Argentynie, Hiszpanii i we Włoszech. Jej prace znajdują się w wielu prywatnych kolekcjach i w muzeach, m.in. Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie. Ostatnio rysunki ukazały się w prestiżowym FUKT Magazine i promującej go wystawie w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej.
Wernisaż 26.05.2011, godz.19.00
Wystawa 27.05.2011 – 22.06.2011
Kurator: Aneta Marcinkowska-Muszyńska
Miejsce: Fundacja PSW Promocji Sztuki Współczesnej/ Galeria Program
Uwaga nowy adres!
ul. Gen. Andersa 13/LU6
00-159 Warszawa
Excessive
Na każdym centymetrze kwadratowym tych rysunków schwytana jest absolutna przemoc. Dance macabre czerni i czerwieni.
To zderzenie dwóch sił, sprzecznych pod każdym względem. Pinturas negras reprezentują “lęk przed wpływem”. Przemocą zamykającą w kręgu fetyszystycznego powtórzenia, sterylnego i mechanicznego. Płonąca czerwień, eksplozja twórczej energii, zarazem euforyczna i ostrzegawcza z drugiej strony jest trudniejsza do uchwycenia. Jest cięciem, drobną zmianą, nie wiedzieć skąd pochodzącą, być może z czystej przekory wobec powtórzenia i struktur akademickiej i patriarchalnej podległości. Być może jednak to ten moment kiedy nie można znieść więcej i żaden inny gest nie jest mozliwy. To ruch pozwalającym szukać nowych form życia. Przekorny błąd interpretowany jako eksplozja od-tworzenia, w sensie jaki nadawał temu pojęciu Agamben. Nikt już nie czeka na rewolucję ani objawienie, tylko na wypadek, załamanie, które zredukuje nienośną opresyjną gadaninę do ciszy.
Dekompresja naruszająca cykl przemocy i system strachu. Co jest zasadniczą stawką w tej grze? Artystyczna nieśmiertelność? Nie jest tak jak pisze Beckett, że „to be an artist is to fail as no other fail.” Cała ta strategia nie jest oczywiście wolna od narcyzmu a Maess wykorzystuje go na swój własny sposób. Jest w tym coś z bluszczu i pajęczyny; te rysunki są bardzo gęste pod względem treści, koncentryczne spójne i mocne. Wciągają wszystko, co krąży w okolicy. Metafory, które musną je w przelocie, stają się pożywnym łupem. Zdają się być planami etapów batalii, przekrojami przez kształty tworzone przez dynamiczną zmianę ciśnień. Dzieło, które powstaje jest efektem pracy stosunku sił, naruszeniem dominacji. Ruchomą granicą pola walki.
Gentileschi szukała tego samego falującego krwistego kształtu w cienkich strumieniach cieczy buchającej z szyi swojej ofiary-kata. Nie jest to proste przechwycenie bo fragmenty zostają świadomie wykorzystane jako ślady szerszej narracji, ślady pokrewieństwa i rywalizacji. W ten sposób płonąca czerwień rysunków znajduje swoje uzasadnienie także we krwi unicestwionego kochanka-fantazmatu. Postać, która skulona jak przebijana widelcem krewetka leży na niektórych rysunkach ma także źródło w bardziej nowoczesnym micie. To kadry finałowej sekwencji z Ostatniego tanga w Paryżu Bertolucciego. To jedna z inspiracji, punktów odniesienia ale i prekursorów tej serii. Stosunek między dziełem Bertolucciego a rysunkami Maess jest jednak dość kłopotliwy. Plama krwi zastrzelonego w desperackim odruchu wyrwania się spod tyranii kochanka-oprawcy eksploduje czerwienią i szczątkami liter. Ta wijącej się konwulsyjnie skolopendra, bestia-larwa powtarza obsesyjnie Pragnę Cię, pragnę cię, pragnęcię. J’ai tres envie de toi. JTEDT. Co pozostaje to szczątki nawet nie języka a typografii. Literacje będące pieczęcią zamykającą usta obscenicznemu pragnieniu. Warto pamiętać, że film Bertolucciego opowiada poza historią mężczyzny i kobiety, historię tyranii filmowego obrazu a oba tematy są dla siebie równorzędnymi lustrami. Strategia, polegająca na badaniu granicy między rysunkiem a filmem bez pośrednictwa animacji czy fiksacji na komiksie, wydaje się sprawiać Maess sporą przyjemność bo wykorzystuje ją z powodzeniem już od dłuższego czasu. To też tylko jedna z zagadek-pułapek zastawianych przez artystkę. Podobnie nieco prowokacyjna wirtuozeria władania ołówkiem, związana z szczególną techniczną ascezą.
Efektem są rysunki zaskakujące siłą i intensywnością. Powierzchnię pokrywa eksplozja czerwieni, wibrującej wyzwolonej energii eliminującej wszelkie przeszkody między ideą a rysującym, między ideą a patrzącym. Patrząc na te wybuchy nie mogę się uwolnić od uwagi Valery “Malarz wnosi swoje ciało przede wszystkim i nade wszystko.”
Michał Fopp








Wysyłam...